14 lip 2012

6. "Charlie" - Stephen Chbosky


     Tytuł polski: "Charlie" 
     Tytuł oryginału: "The Perks of Being a Wallflower"
     Autor/ka: Stephen Chbosky
     Wydawnictwo: Remi
     Liczba stron: 218
     Ocena: 7/10



"Powieść Charlie została wydana w Stanach Zjednoczonych przez MTV Book pod oryginalnym tytułem The Perks of Being a Wallflower i osiągnęła ponadmilionowy nakład. Zostanie sfilmowana przez producentów kultowej sagi "Zmierzch". Logan Lerman wcieli się w postać Charliego, a Emma Watson, dla której będzie to pierwsza główna rola po serii o Harrym Potterze, zagra jego przyjaciółkę Sam. Film wyreżyseruje autor książki, Stephen Chbosky, a za produkcję odpowiada m.in. John Malkovich. Książka ma formę listów pisanych do nieznanego przyjaciela przez nastolatka imieniem Charlie, nieśmiałego i wycofanego, choć niezwykle inteligentnego i wrażliwego ucznia pierwszej klasy liceum w Pittsburgu. Chłopak pisze o swoich pierwszych miłosnych doświadczeniach, relacjach w rodzinie, narkotykach i akceptacji. Zanim obejrzysz film, koniecznie przeczytaj książkę!"

Moja przygoda z "Charliem" dobiegła wprawdzie końca ponad tydzień temu, lecz dałam ją na koniec kolejki książek do zrecenzowania, nie wiem nawet dlaczego. Pewnie dlatego, że sama do końca nie wiem, co tak naprawdę o niej sądzę. Owszem, podobała mi się, lecz jak dla mnie autor przedstawił zbyt wiele osobistych problemów z jakimi boryka się główny bohater, zamiast wybrać kilka z nich i na nich właśnie się skupić. Czytając książkę, kilka razy odnosiłam wrażenie, że mam jakiś mętlik w głowie, a pisarz skupia się na mniej istotnych sprawach.
Książka napisana jest w formie listów do nieznanego nam odbiorcy, ale momentalnie zdawało mi się, że są one skierowane do nas - czytelników. Autor jako Charlie przedstawia nam jego problemy, począwszy od samotności, przez śmierć bliskich i pierwszą miłość, na alkoholu i narkotykach kończąc. Moim zdaniem większość opisanych sytuacji i problemów spowodowanych jest właśnie samotnością. Po samobójczej śmierci swojego najbliższego przyjaciela oraz ukochanej ciotki Charlie nie ma nawet z kim porozmawiać, zostaje zupełnie sam. Zaczyna więc pisać listy opowiadające o każdej ważniejszej chwili swojego życia, zaprzyjaźnia się też z rodzeństwem - Patrickiem i Sam, którzy wprowadzają go w świat alkoholu, imprez i narkotyków. Jak dla mnie główny bohater jest okropnie uległy, daje sobą manipulować, próbując również naśladować innych zamiast poczekać na tego jedynego, prawdziwego przyjaciela. Mimo swojego wieku (15-16 lat), ciągłego szlifowania umiejętności pisarskich pod okiem ulubionego nauczyciela języka angielskiego, chłopak pisze, jakby miał lat koło jedenastu. Jest to chyba główny powód, który mnie irytował, i - mimo wciągającej fabuły - przez który książka lądowała na półce co kilka rozdziałów. Jeśli chodzi o plusy, to jednym z nich jest na pewno to, że powieść porusza problemy ważne, z jakimi (wcale nie od dzisiaj) boryka się młodzież. Czasem miałam wrażenie, że czytam fragmenty swojego własnego życia.
Dodatkowy plus dla autora za gust muzyczny, bo jaki procent dzisiejszej młodzieży słucha klasyków - the Smiths, the Rolling Stones, Pink Floyd...

10 lip 2012

5. "Whisper. Nawiedzony dom" - Isabel Abedi

  

      Tytuł polski: "Whisper. Nawiedzony dom"
      Tytuł oryginału: "Whisper"
      Autor/ka: Isabel Abedi
      Wydawnictwo: Media Rodzina
      Liczba stron: 280
      Ocena: 6/10



"Whisper – tak Noa nazywa pięćsetletni dom na wsi, w którym wraz z matką ma spędzić wakacje. W starym budynku panuje dziwna atmosfera, jakby czaiło się w nim coś niesamowitego, wyczekującego, ale nikt poza Noą tego nie czuje. Nagle jednak rusza lawina wydarzeń... Najpierw spotkanie Davida, zielonookiego chłopaka ze wsi, na widok którego serce Noi bije szybciej. Potem seans spirytystyczny, który wszystko zmienia.
David i Noa wywołują duchy. Zabawa ze szklanką przestaje być niewinna, gdy duch przemawia do nich naprawdę. Jest to duch zmarłej dziewczyny – Elizy, która twierdzi, że dokładnie trzydzieści lat temu została zamordowana na strychu Whispera. Noa i David są przerażeni – czy mieli halucynacje, czy może ten dom rzeczywiście skrywa tajemnicę zbrodni? I czym jest zagadkowy, ulubiony "klejnot" Elizy? Wszystkie ślady prowadzą w jedno miejsce – na zamknięty na cztery spusty strych domu."

O autorce, Isabel Abedi, pierwszy raz dowiedziałam się od koleżanki, również wielkiej miłośniczki słowa pisanego. Była to jakaś trzecia, może czwarta klasa podstawówki, podczas naszej "wymiany książkami" dostałam "Krainę duchów" tejże właśnie pisarki. Jednak niezbyt mnie ona wciągnęła i - mimo że nie mam tego w zwyczaju - oddałam ją po przeczytaniu zaledwie kilku rozdziałów. Moja koleżanka nie była tym faktem zadowolona, gdyż darzyła autorkę dużą sympatią. Gdzieś rok później dostałam od niej wiadomość o kolejnej przeczytanej przez nią pozycji autorstwa Isabel wraz z zapewnieniem, że powinna przypaść mi do gustu. Trochę niechętnie zadzwoniłam do mamy o wszystkim jej opowiadając, a tego samego dnia wieczorem książka czekała już na mnie w domu.
Podczas tych czterech lat dzielących mnie od jej ukończenia podchodziłam do niej trzy razy. I za każdym tym razem, po przeczytaniu dwóch pierwszych rozdziałów, kończąc na tym samym momencie, ją odkładałam. Nie wiem dlaczego tak się działo, widocznie początek nudził mnie na tyle, że nie mogłam przebrnąć dalej. Może była to i wina okładki, gdzie oprócz starego, owianego aurą tajemnicy domu można zobaczyć nałożonego na niego połyskującego duszka, co od razu nadaje całości trochę dziecinny charakter. No ale przecież Isabel Abedi jest autorką książek dla dzieci, a ja miło się zaskoczyłam.
Po raz kolejny (a jakżeby inaczej) nie mając nic pod ręką do czytania, zerknęłam na "Whispera" i postanowiłam zabrać go ze sobą w podróż. Jazda w jedną i w drugą stronę, godzina czytania na miejscu i już książki nie było. No i miło, że czytałam ją w porze wakacyjnej, tak jak działa się akcja powieści. Lubię tego typu książki, więc naprawdę świetnie i szybko się czytało. I mimo że styl pisania autorki specjalnie mnie nie urzekł, często powtarzały się te same wyrazy, a nie synonimy (nie mogę jednak jednoznacznie stwierdzić czy jest to wina pisarki czy tłumacza), to jednak nie rzucało się to tak bardzo w oczy. Muszę jednak przyznać, że pisarka trzyma czytelników w stałym napięciu, świetnie połączyła wątek kryminalny z miłosnym (który jednak niezbyt mi się podobał) i wykreowała bohaterów tak, że każdy z nich miał swoją własną, ciekawą historię (tu mam na myśli tylko tych z wioski; szczerze współczuję Noi takiej matki). Trzeba było wysilić umysł, by odgadnąć kto i dlaczego zamordował Elizę (przy okazji powiem, że sama bym na to nie wpadła), a zakończeniem byłam naprawdę zaskoczona.
Jest to książka do przeczytania na raz, bo skoro już wiemy, kto okazał się być mordercą, emocje towarzyszące nam przy ponownym czytaniu będą nikłe.
Książka na pewno nie jest arcydziełem, ale okazała się być w porządku. Ponieważ wiem, że nie będę jej po raz drugi czytać, może pomyślę o jakimś konkursie, hm? Tak czy owak - polecam na ciepłe letnie wieczory.

6 lip 2012

4. "P.S. Kocham Cię" - Cecelia Ahern



      Tytuł polski: "P.S. Kocham Cię"
      Tytuł oryginału: "P.S. I Love You"
      Autor/ka: Cecelia Ahern
      Wydawnictwo: Świat Książki
      Liczba stron: 456
      Ocena: 3/10



"Bezpretensjonalna, lekka i pełna humoru powieść obyczajowa na temat ważny i - poważny. Jak znów pokochać życie, gdy w wieku trzydziestu lat traci się najlepszego męża i przyjaciela? Przed takim problemem staje Holly, młoda wdowa. Pomaga jej... zmarły mąż Gerry, który zostawił jej plik listów do otwierania co miesiąc przez rok, aby wypełnić pustkę i sprawić, by Holly znów mogła być szczęśliwa. Z niekonwencjonalnego, optymistycznego "love story", napisanego przez dwudziestojednoletnią córkę premiera Irlandii, powstał już film z Hilary Swank i Gerardem Butlerem - premiera w styczniu 2007 r."

Gdyby nie to, że książka wylądowała w moich rękach jako urodzinowy prezent od jednej z koleżanek, szczerze wątpię, bym kiedykolwiek po nią sięgnęła. Ot, zwykła powieść, pewnie mało ambitna, mimo problemów głównej bohaterki pewnie i tak szczęśliwie się zakończy. Brak czegokolwiek do czytania skłoniło mnie jednak do sięgnięcia po tę książkę. I co z tego wyszło?
Już od pierwszej strony przyjdzie nam się pożegnać z Gerrym - mężem Holly, głównej bohaterki, który po walce z chorobą, guzem mózgu, umiera. Autorka książki wpadła na pomysł, by "wskrzesić" zmarłego bohatera za pomocą listów pisanych do jego żony, ale co zrobić z resztą, już nie wiedziała. Sama pisząc swoją pierwszą powieść była o dziewięć lat młodsza od Holly i jej przyjaciółek, podobnej sytuacji w swoim życiu nie doświadczyła, więc jej kompletny brak wiedzy na ten temat sprawił, że książka była dość monotonna. Jeśli chodzi o dialogi, to miałam wrażenie, że rozmowy odbywają się między osobami maksimum osiemnastoletnimi - w ogóle nie pasowały ani do zaistniałej sytuacji, ani do wieku bohaterów. Niezmiernie denerwowało mnie również zachowanie głównej bohaterki - do chwila z przygnębionej, załamanej wdowy stawała się radosną, szalejącą po pubach i sklepach w towarzystwie przyjaciół osobą. Brak jakiejkolwiek refleksji, bohaterowie kompletnie bez wyrazu, jedynie w Gerrym spodobało mi się to, że poprzez listy nie dał o sobie zapomnieć (do czego, patrząc na Holly, myślę, że szybko by doszło).
Książce muszę przyznać tylko trzy punkty na sześć, bo - mimo, że nie daje do myślenia - przyjemnie mi się ją czytało, wystarczył weekend, bym szukała sobie innej lektury.
Pozycję polecam osobom szukającym lekkiej lektury na letnie wieczory; to, że akurat mi nie przypadła do gustu, nie znaczy, że nie może spodobać się Wam.