31 sie 2012

10. "Zanim umrę" - Jenny Downham





      Tytuł polski: "Zanim umrę" 
      Tytuł oryginału: "Before I Die"
      Autor/ka: Jenny Downham
      Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
      Liczba stron: 268
      Ocena: 6/10



"Każdy musi umrzeć.
Szesnastoletniej Tessie zostało zaledwie kilka miesięcy życia, więc rozumie to lepiej niż inni. Przygotowała jednak listę dziesięciu rzeczy, które chce zrobić przed śmiercią. Na pierwszym miejscu umieściła seks. Termin - tego wieczoru."


O książce po raz pierwszy dowiedziałam się zaglądając na jednego z blogów poświęconych recenzjom przeczytanych książek właśnie. Postanowiłam się za nią rozejrzeć, a kilka dni później natrafiłam na nią w bibliotece. Nawet pani bibliotekarka widząc, co wypożyczam, wspomniała, że "miło się jej czytało". Tym sposobem książka ta wylądowała w moich rękach.
Tessa to zwykła szesnastolatka, której życie traci sens po tym, jak dowiaduje się, że jest chora na białaczkę. Wiedząc, że zostało jej zaledwie kilka miesięcy życia, postanawia spisać listę dziesięciu rzeczy, które zamierza zrobić przed śmiercią. W realizacji planów ma jej pomóc najlepsza przyjaciółka - Zoey. Co Tessa umieściła na swojej liście i czy udało jej się spełnić swoje marzenia na czas? Tego nie zdradzę.
Muszę przyznać, że niespecjalnie polubiłam główną bohaterkę. Sama oczywiście nie mam pojęcia, jak bym się czuła, słysząc z czyichś ust, że jestem nieuleczalnie chora, lecz Tessa momentami zachowywała się jak zwykła, rozkapryszona nastolatka, która sama nie wie, czego chce. Może wynikało to z tego, żeby pokazać, jak bardzo chce uniknąć czekającego ją losu i znowu normalnie żyć? Nie wiem jak to wytłumaczyć.
Wątek, który mi się podobał, to relacja Tessy i jej młodszego o kilka lat brata. Jak to rodzeństwo, niespecjalnie za sobą przepadali, lecz zaistniała sytuacja wszystko zmienia. Bo co może czuć mały chłopiec widząc, jak jego jedyna siostra odchodzi? Bohaterka, która również zwróciła moją uwagę to Zoey - najlepsza przyjaciółka Tessy. Z początku pusta dziewczyna, niechętna do pomocy w realizacji planów i wręcz wykorzystująca innych, by dopiąć swego zmienia się w osobę, która pokazuje, że ma w sobie trochę empatii i nie myśli wyłącznie o sobie.
Nie wyobrażam sobie, żeby książka napisana była w innej narracji niż pierwszoosobowa. Dzięki temu przeżywamy ostatnie miesiące życia wraz z główną bohaterką, poznajemy jej odczucia i uczymy się, że należy cieszyć się każdą chwilą.
Książkę polecam wszystkim, niezależnie od wieku, by zobaczyli, jak to jest żyć pełnią życia i przypomnieli sobie, że takie osoby również znajdują się wśród nas.

 „Nie chce teraz umierać, pragnę najpierw dobrze pożyć. Nagle wszystko staje się jasne i oczywiste. Niemal budzi się we mnie nadzieja. To czysty obłęd. Chcę doświadczyć życia, zanim umrę. Tylko to ma sens.”

27 sie 2012

Stosik nr 1


Od góry:
  • Stephen King - "Nocna zmiana" -  najnowszy, bo dzisiejszy zakup w postaci wydania kieszonkowego. "Nocna zmiana" to zbiór opowiadań wydanych zanim o Stephenie zdobyło się naprawdę głośno. Nie mam póki co za sobą żadnej powieści pana Kinga, dlatego też stwierdziłam, że książka ta nada się idealnie na pierwsze zapoznanie się z jego twórczością,
  • Stephen King - "Dallas '63" - prezent urodzinowy od mojej nauczycielki j. angielskiego. Żałuję, że nie przeczytałam wcześniej, no ale cóż. Wezmę się pewnie do czytania dopiero po "Nocnej zmianie",
  • William Shakespeare - "Hamlet" - gdyby nie to, że niedawno odnalazłam ją na mojej półce, to musiałaby czekać na lepsze czasy. Cieszę się, że na nią wpadłam, bo od dłuższego już czasu zamierzałam przeczytać,
  • Aleksander Fredro - "Zemsta" - lektura szkolna, której - przyznam się szczerze - nie przeczytałam. Trzeba nadrobić :)
  • Witek Łukaszewski - "Schodami do nieba" -zadziałałam pod wpływem impulsu, gdyż od dłuższego czasu poszukiwałam jakiejś książki o Zeppelinach. Do zakupu skłoniły mnie jeszcze dobre opinie z tyłu książki, chyba jedyne, z jakimi się spotkałam. Jest to opowieść o zespole Led Zeppelin oparta głównie na fikcji. Coś mi się wydaje, że zanim to przeczytam, sięgnę po biografię zespołu, bo obawiam się, że prędzej czy później zapomnę, co jest faktem, a co zwykłą fantazją,
  • Ewa Draga - "Inni" - poleciła mi koleżanka, zobaczymy, co z tego wyniknie,
  • Jerry Hopkins - "Jim Morrison. Król jaszczurów" - jako fanka the Doors muszę oczywiście zapoznać się z biografią lidera,
  • Howard Sounes - "Bob Dylan. Autostradą do sławy" - warto by było wiedzieć co nieco o jednym z najlepszych muzyków wszech czasów.
Stosik może aż tak duży nie jest, ale na dłuższy czas mi książek wystarczy. Jak widzicie - trochę lektur, trochę biografii, fantastyki, horroru, młodzieżówki. Nie wiem zupełnie kiedy ja to wszystko przeczytam, bo (przykro mi, że przypomnę) dokładnie za tydzień zaczyna się szkoła, a co się z tym wiąże - mnóstwo mordęgi i nauki. Jakby tego było mało, czeka mnie egzamin gimnazjalny i wybór liceum, czyli...jeszcze więcej nauki.  Korzystam zatem z ostatniego wolnego tygodnia i zabieram się do czytania :)

23 sie 2012

9. "Chata" - William P. Young




        Tytuł polski: "Chata" 
      Tytuł oryginału: "The Shack"
      Autor/ka: William P. Young
      Wydawnictwo: Nowa Proza
      Liczba stron: 300
      Ocena: 6/10



 "Najmłodsza córka Mackenziego Allena Phillipsa - Missy została porwana podczas rodzinnych wakacji. W opuszczonej chacie, ukrytej na pustkowiach Oregonu, znaleziono ślady wskazujące na to, że została brutalnie zamordowana, ale ciała dziewczynki nie odnaleziono. Cztery lata później pogrążony w Wielkim Smutku Mack dostaje tajemniczy list, najwyraźniej od Boga, a w nim zaproszenie do tej właśnie chaty na weekend. Wbrew rozsądkowi Mack przybywa do chaty w zimowe popołudnie i wkracza do swojego najmroczniejszego koszmaru. Jednakże to, co tam znajduje, na zawsze odmienia jego życie.
W czasach, gdy religia staje się coraz mniej istotna, „Chata” zmaga się z ponadczasowym pytaniem: „Gdzie jest Bóg w świecie tak pełnym niewysłowionego bólu?”. Odpowiedzi, które dostanie Mack, zadziwią Was, i być może odmienią tak jak jego. W otoczce twórczej błyskotliwości „Chata” jest głęboka duchowo, teologicznie oświecająca i ma moc wpływania na życie. „Chata” odcina się zarówno od komunałów religijnych, jak i tanich chwytów złego pisarstwa, i ujawnia coś ważnego i pięknego na temat tańca życia z boskością. Tę historię czyta się jak modlitwę, jak najlepszy rodzaj modlitwy, pełen męki, zadziwienia, jasności i zaskoczenia. Spostrzeżenia Williama Younga są nie tylko zniewalające, ale również prawdziwe i zgodne z Biblią. „Chata” to uprzejme zaproszenie do podróży do samego serca Boga."

Co by się stało, jeśli pewnego dnia dostalibyście list od... Boga? Uwierzylibyście? Poszlibyście na spotkanie? Zdarzyło się to Mackowi, głównemu bohaterowi powieści autorstwa Williama P. Younga pt. "Chata". Po tragicznej śmierci jego córki, życie Macka rozsypuje się niczym domek z kart. Niegdyś mocno wierzący, po zaistniałej sytuacji obwinia Boga o zabranie mu ukochanej Missy. Czy spotkanie w tytułowej "Chacie" pozwoli Mackowi uwierzyć i pokochać Stwórcę na nowo? Tego zdradzić niestety Wam nie mogę, lecz gwarantuję niezapomniane chwile pełne humoru i wzruszeń, które dadzą Wam ważną teologiczną lekcję i odmienią Wasze wyobrażenia dotyczące wyglądu zewnętrznego Boga.
Książkę czytałam stosunkowo długo (ponad tydzień - do dwóch tygodni), gdyż autor poruszał w niej wiele kwestii religijnych, które - przyznam szczerze - nie zawsze z łatwością mogłam zrozumieć, a z książki chciałam jak najwięcej wyciągnąć, dlatego też byłam zadowolona, że Mack co chwila zadawał pytanie w stylu: "Ale o co chodzi".
Książkę polecam raczej wierzącym, ale również tym, którym jest się trudno odnaleźć. Bo na pewno każdy, choć przez chwilę zastanawiał się, jaki naprawdę jest Bóg...
Ta napisana lekkim i przyjemnym językiem książka daje nam wspaniałą lekcję religii i pomaga odpowiedzieć na nurtujące nas od wieków pytania.
Co więcej mogę powiedzieć? Chyba tylko zachęcić do Waszego osobistego spotkania ze Stwórcą oczami Macka i życzyć chwil wzruszeń z tą jakże niesamowitą i życiową lekturą.

17 sie 2012

8. "Miłość i śmierć. Morderstwo Kurta Cobaina" - Max Wallace, Ian Halperin



      Tytuł polski: "Miłość i śmierć. Morderstwo Kurta Cobaina"
      Tytuł oryginału: "Love and Death: the Murder of Kurt Cobain"
      Autorzy: Max Wallace, Ian Halperin
      Wydawnictwo: Sonia Draga
      Liczba stron: 240
      Ocena: 7/10




Kurt Cobain, lider i wokalista Nirvany. Postać dobrze znana, przede wszystkim nastolatkom, która - chcąc czy nie chcąc - na zawsze zapisze się już w historii muzyki. Dla jednych idol, dla innych ćpun, jednak przyznać trzeba, że miał on znaczący wpływ na pokolenie lat 90-tych. Talent w oczach rodziny i znajomych, autorytet wśród młodzieży, dla którego sława była przekleństwem. Czy jest prawdą, że między innymi przez to, feralnego 5 kwietnia 1994 roku samowolnie odebrał sobie życie? Oficjalna wersja wskazuje, że tak. Jednak policja bardzo szybko stwierdziła samobójstwo, pomijając kilka, jakże istotnych dla śledztwa, faktów. Jak można przeczytać, od strony naukowej jest to fizycznie niemożliwe. Jak Kurt mógłby podnieść pistolet, przyłożyć go sobie do głowy, a następnie strzelić po wcześniejszym dożylnym wstrzyknięciu narkotyku trzykrotnie przekraczającą jego dawkę śmiertelną? Dlaczego na pistolecie nie znaleziono jego odcisków palców? Kto w dniu odkrycia ciała użył jego karty kredytowej, której brakowało w portfelu? I wreszcie - czy list znaleziony koło jego ciała rzeczywiście miał być listem pożegnalnym? Odpowiedzi na powyższe i nie tylko pytania możemy znaleźć czytając tę właśnie książkę.
Jako fanka Nirvany, po raz kolejny postanowiłam przeczytać książkę dotyczącą samobójczej śmierci jej lidera. Nie sięgałam po wcześniejszą, zawierającą o połowę mniej informacji pozycji tegoż właśnie duetu pisarskiego, pt. "Kto zabił Kurta Cobaina?", przeszłam do nowszej, uzupełnionej o nowe informacje, myśląc, że zostanę jeszcze czymś zaskoczona. I tak się właśnie stało.
Mam za sobą obejrzanych wiele filmów, przeczytanych artykułów, wywiadów oraz książek, lecz w dalszym ciągu nie wyrobiłam sobie własnego zdania na temat śmierci Kurta. Jest tyle szczegółów, że naprawdę można się w tym wszystkim pogubić. Do przewidzenia było, że podejrzanym numer jeden będzie nie kto inny jak żona sławnego muzyka - Courtney Love. Miała przecież motyw - po śmierci dostałaby w spadku jego majątek. Niemożliwe jest jednak, żeby dokonała tego czynu osobiście (w chwili zdarzenia znajdowała się w innym stanie). Kogo więc wynajęła, by załatwił sprawę za nią? Nie wiadomo, czy kiedykolwiek się tego dowiemy. Możemy jednak poznać kilka interesujących faktów (oczywiście, niekorzystnych dla pani Love), dzięki którym nawet ci, którzy Nirvany nie słuchają, mogą potraktować książkę jako dobry kryminał.
Dodam też, że panowie Wallace i Halperin od siebie do książki wnieśli trochę za mało. Można powiedzieć, że "sprzedali" unikalne taśmy prywatnego detektywa Toma Granta, który kiedyś pracował dla Courtney, bo o nich jest głównie mowa.
Jeśli rzeczywiście było to zabójstwo, a Courtney ma z tym coś wspólnego, dobrze by było, żeby odpowiedziała za swoje. Z mojej strony to tyle, nie znałam tych ludzi osobiście, więc można powiedzieć, że nic nie wiem. Zresztą nic mu życia nie przywróci, więc nie wgłębiajmy się w szczegóły, tylko słuchajmy muzyki!

13 sie 2012

7. "My, dzieci z dworca ZOO" - Christiane Felscherinow

     
  
      Tytuł polski: "My, dzieci z dworca ZOO" 
      Tytuł oryginału: "Wir Kinder vom Bahnhof Zoo"
      Autor/ka: Christiane Felscherinow
      Wydawnictwo: Iskry
      Liczba stron: 222
       Ocena: 8/10



"Szokująca relacja piętnastoletniej narkomanki z Berlina Zachodniego. Christiane F. jako dwunastoletnia dziewczynka zaczęła palić haszysz, mając trzynaście lat sięgnęła po heroinę..."

O "My, dzieci z dworca ZOO" po raz pierwszy usłyszałam na długo przed tym, zanim zdecydowałam się ją przeczytać. Przez te kilka lat była u mnie na liście takich "ksiąg zakazanych", o tematyce, przez którą należałoby ją ukrywać przed rodzicami, by nie usłyszeć czegoś w stylu: "Dziecko, co ty czytasz" (z czym, po zauważeniu książki, i tak się spotkałam :P). Mimo że ze światem narkomanii nic mnie nie łączy, to zawsze w jakiś sposób ciągnęło, by zobaczyć, a raczej dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi. I okazało się, że w rzeczywistości sprawy mają się o wiele poważniej, niż mi się to wydawało.
Christiane, autorka książki, a zarazem jej główna bohaterka, swoją przygodę z narkotykami rozpoczyna w wieku dwunastu lat. Po przeprowadzce do nowego miejsca i zmianie szkoły, znudzona codziennością dziewczynka wpada w nieprzyjemne, jednak takie, które jej imponuje, towarzystwo. By wkupić się w łaski nowej paczki i nie wyjść na tchórza, zaczyna palić haszysz, nie zdając sobie nawet sprawy, do czego to może prowadzić. Gdy po jakimś czasie w klubie, w którym spotykała się ze znajomymi, zaczęto przechodzić z narkotyków "miękkich" na "twarde", żadne wmawianie sobie "na pewno nie wpadnę w szpony nałogu" nie było w stanie przebić ciekawości, jaka towarzyszyła obserwowaniu całej tej sytuacji. Spróbowała.
Z czasem z Christiane zaczął robić się wrak człowieka. Uzależnienie kazało znaleźć jej źródło, z którego mogłaby czerpać pieniądze na opłacanie nałogu. Zwykła kradzież pieniędzy nie wystarczała - pomimo miłości, jaką dziewczynka darzyła swojego chłopaka Detlefa, zaczęła sprzedawać swoje ciało, a na tytułowym "dworcu ZOO" szukać swoich pierwszych klientów.
Książka pokazuje jak ciężko jest (mimo wsparcia bliskich, zdawania sobie sprawy z konsekwencji czy nawet śmierci przyjaciół z tego samego powodu) zerwać z nałogiem. Szokująca historia Christiane przeplata się z treścią z punktu widzenia jej matki, mówiącą o tym, jak niełatwo jest pomóc bliskiej osobie, która stała się żywym trupem. Czarno-biała wkładka ze zdjęciami w środku książki dodatkowo pomaga nam zobrazować cały tragizm powieści. I mimo że pozycja ta sama w sobie pouczenia nie zawiera, to w mniejszym czy większym stopniu może być przestrogą i uchronić choć część dzisiejszej młodzieży przed popadnięciem w nałóg.