9 wrz 2013

43. "Złodziejka książek" - Markus Zusak







       Tytuł polski: "Złodziejka książek"    
       Tytuł oryginału: "The Book Thief
" 
       Autor/ka: Markus Zusak
       Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
       Liczba stron: 496





„Był sobie raz dziwny mały człowieczek, który podjął trzy ważne życiowe decyzje:
1. Zrobił sobie przedziałek po innej stronie niż wszyscy.
2. Zapuścił mały kanciasty wąsik.
3. Postanowił, że zdobędzie władzę nad światem."


Jak należy pisać o wojnie? Jak należy pisać o tych traumatycznych wydarzeniach, które zmieniły los wielu, zamknęły drzwi na świetlaną przyszłość przed milionami i pochłonęły jeszcze więcej ofiar? Co więcej - czy da się stworzyć wyimaginowaną, lecz jakże autentyczną zarazem, historię, która dogłębnie poruszy serca czytelników na całym świecie swoją oryginalnością, pięknem, a autor - umiejętnością relacjonowania zdarzeń (zmyślonych bo zmyślonych, ale można żyć w świadomości, że podobna opowieść zdarzyła się gdzieś, o tam, na Zachodzie lub nawet bliżej) mających miejsce w czasach, w których nawet się nie egzystowało? Mówię Wam - da się. I ten trzydziestokilkuletni australijski pisarz jest tego, idealnym wręcz, przykładem.


Trwa II wojna światowa. Młoda Niemka, Liesel Meminger, oddana zostaje pod opiekę rodzinie zastępczej, u której ma większe prawdopodobieństwo na przeżycie tego tragicznego okresu i okazję żyć w miarę normalnie. Więc próbuje - z wiecznie niezadowoloną kobietą i niesamowicie spokojnym malarzem pokojowym, którzy od tej pory zastąpić mają jej mamę i brata. Wśród przyszłych przyjaciół, kradzionych książek i osoby, która na (nie)szczęście również znalazła sobie miejsce.
A nad tym całym bezdusznym światem czuwa Śmierć. Czai się tuż za rogiem i czeka na odpowiednią chwilę, by wraz z nią wypełnić swój obowiązek. Jednak nie kierujcie się stereotypami - nie jest to zwykły kościotrup z kosą, któremu zabieranie z Ziemi kolejnych dusz sprawia niezwykłą przyjemność. Jak więc sama siebie przedstawia: „Ja naprawdę potrafię być wesoły. I przyjacielski. I sympatyczny. I życzliwy. A to dopiero początek wyliczanki. Tylko nie proście mnie żebym był miły. Ta cecha nie ma ze mną nic wspólnego”. Wraz z nią przenosimy się w czasie do Molching i Himmelstrasse, obserwując dorastającą Liesel oraz jej najbliższych, skupiając się na "tu i teraz", nie dopuszczając nawet do siebie najgorszych myśli.

Na "Złodziejkę" miałam ochotę od dawna. W końcu nie lubię przebywać długi czas w grupie "Ci, co nie przeczytali, a dawno powinni", więc gdy tylko znalazłam ją w księgarni, nie zastanawiałam się ani przez chwilę. Do wszystkiego trzeba przecież dojść samemu - zbadać, dojść do tego, czym tak naprawdę zachwycają się wszyscy dookoła i dołączyć do tego grona, bądź wręcz przeciwnie. Jeśli o mnie chodzi - macie nowego członka. Historia młodej Liesel mnie urzekła. Urzekła mnie jej nieszablonowość i sposób przedstawienia całości - za pomocą zastosowania "czarnego humoru, który daje ukojenie" jak to trafnie podsumował Time. I zdarzenia może rzeczywiście wydawać by się mogły w miarę znośne, w końcu to tylko mały odłamek tego całego przytłaczającego tragizmu, ale osób, które nie zapłakałyby nad losem bohaterów z Molching znajdzie się chyba niewiele. 

"Po niedługim czasie otaczały ją strzępy podartych na małe kawałeczki stron i słów. Słowa. Po co są słowa? Świat bez słów wyglądałby inaczej. Bez słów Führer byłby niczym. Nie byłoby kulejących więźniów, nie byłoby potrzeby pocieszania się oszukańczymi słowami."

...nawet jeśli całość rozgrywa się w Niemczech, a więc przekonać wydawałoby się trudno. Markus Zusak, za pomocą Śmierci, stara się nam przypomnieć pewien fakt: "Najpierw kolory. Potem ludzie. Tak to widzę. A przynajmniej próbuję.". Przecież nie każdemu z Trzeciej Rzeszy należy dołączać plakietkę nazisty. Niektórzy żyli bowiem podobnie jak część naszych przodków - w głodzie, ubóstwie, strachu, z dala od bliskich. Dniem dzisiejszym - nie myśląc o tym, co może przynieść jutro. I jak dziwnie, a jednak prawdziwie może ta oczywistość zabrzmieć - byli zwykłymi ludźmi, tak jak my wszyscy. 

Słowa, słowa, słowa. Pan Zusak uświadamia nam jaką wielką mają one moc. Ale to nie jedyna rzecz, która skłania do przemyśleń - można ich tu znaleźć naprawdę mnóstwo, głównie tych najbardziej oczywistych, o których tak często zapominamy. Będę niesamowicie tęsknić za wszystkimi mieszkańcami Molching, w szczególności za Maxem, Rudym, Liesel, Hansem, a nawet Rosą, bez której osobowości wszystko to zdawałoby się być jeszcze bardziej druzgocące. Autor wykreował własny styl, który składa się ze wspaniałego pióra i wisielczego humoru. Nie jest to na pewno książka napisana lekko, którą czyta się w mgnieniu oka, lecz która pozwala się delektować swym każdym następnym słowem; po której przeczytaniu pozostaje niewyobrażalna pustka. I wiecie co? Ja to jednak zazdroszczę tej drugiej stronie, która ma ją jeszcze przed sobą.

"Minęło dużo czasu, a ilość mojej roboty nie maleje. Mówię wam, ten świat to fabryka. Napędza ją słońce, ale rządzą ludzie. A ja trwam. Zbieram ich dusze."

Ocena: 10/10

28 sie 2013

Zapowiedzi i nowości wydawnicze 08-09/2013

Kliknij w okładkę, by dowiedzieć się więcej o danej książce.

Kontynuacja bestsellerowego „Lśnienia”!
Grupa staruszków nazywająca się Prawdziwym Węzłem przemierza autostrady Ameryki w poszukiwaniu pożywienia. Z pozoru są nieszkodliwi – emeryci odziani w poliester, nierozstający się ze swoimi samochodami turystycznymi. Jednak Dan Torrance już wie, a rezolutna dwunastolatka Abra Stone wkrótce się przekona, że Prawdziwy Węzeł to prawie nieśmiertelne istoty żywiące się substancją wytwarzaną przez poddane śmiertelnym torturom dzieci obdarzone tym samym darem, co Dan.
Nękany przez mieszkańców hotelu Panorama, w którym jako dziecko spędził jedną straszliwą zimę, Dan przez dziesięciolecia błąka się po Ameryce, usiłując zrzucić z siebie odziedziczone po ojcu brzemię beznadziei, alkoholizmu i przemocy. Ostatecznie odnajduje swoje miejsce w małym miasteczku w New Hampshire, we wspierającej go grupie Anonimowych Alkoholików i w domu opieki, gdzie zachowana z lat dzieciństwa resztka mocy pozwala mu nieść ulgę umierającym w ostatnich chwilach ich życia. Staje się znany jako „Doktor Sen”.



Porównywany z przełomowym Buszującym w zbożu J.D. Salingera literacki debiut Johna Greena to powieść o myślących i wrażliwych młodych ludziach. Zbuntowanych, szukających intensywnych wrażeń i odpowiedzi na najważniejsze pytania: o miłość, która wywraca świat do góry nogami, o przyjaźń, której doświadcza się na całe życie.
Niezapomniana opowieść o odkrywającym życie Milesie zakochanym w szalonej, zbuntowanej Alasce, dzięki której odnalazł Wielkie Być Może – czyli najintensywniejsze i najprawdziwsze doświadczenie rzeczywistości.

W wiejskiej angielskiej posiadłości, w swingujących latach 60. szesnastoletnia Laurel wymyka się z rodzinnego pikniku urodzinowego i chowa w domku na drzewie, by snuć samotnie marzenia o przyszłości. Nagle widzi nieznajomego, który zbliża się do domu i rozmawia z jej matką. Wkrótce zostaje świadkiem strasznej zbrodni, która położy się cieniem na całym jej życiu. Odtąd zawsze będzie zadawać sobie pytanie, kim tak naprawdę jest jej piękna, niezwykła matka, kim była w przeszłości. Pięćdziesiąt lat później Laurel jest wybitną aktorką mieszkającą w Londynie. Spotyka się ze swym rodzeństwem w domu rodzinnym, by świętować dziewięćdziesiąte urodziny matki. Niespodziewanie powraca przeszłość, a Laurel wie, że to ostatnia szansa na odkrycie zagrzebanych w niej sekretów. Zaczyna skomplikowane śledztwo, które po nitce wspomnień Dorothy oraz innych związanych z nią osób doprowadzi w końcu do kłębka tajemnicy…

Ludzie doznają różnych strat, wielkich i małych. Można stracić kolejkę, cnotę, pracę. Głowę, serce albo rozum. Można stracić dom na rzecz banku, patrzeć, jak dziecko wyjeżdża na stałe na drugi kontynent, a mąż popada w demencję. Strata to nie tylko śmierć, a żal ma wiele postaci.
Osamotniona Sage Singer, zrozpaczona po śmierci matki, zaprzyjaźnia się ze starszym panem, ulubieńcem lokalnej społeczności, emerytowanym nauczycielem. Pewnego dnia Josef prosi ją o nietypową przysługę: chciałby, aby pomogła mu umrzeć. Wyznaje, że nie jest tym, za kogo przez wiele lat się podawał. Mężczyzna skrywa straszną tajemnicę z przeszłości, sięgającą czasów II wojny światowej i masowych mordów na ludności żydowskiej. Czy Sage zgodzi się mu pomóc? Czym będzie wówczas jej czyn: aktem miłosierdzia wobec drugiego człowieka czy wymierzeniem sprawiedliwości bezwzględnemu naziście? Czy ma do tego prawo?



Według teorii wieloświatów, istnieje nieskończona liczba światów, jak i nieskończone są możliwości naszego w nich istnienia. Przypuszcza się, że te rzeczywistości nie komunikują się wzajemnie.
Alex mieszka w Mediolanie, a Jenny w Melbourne. Cienka nić od zawsze wiąże losy tych dwojga – telepatyczne rozmowy, które odbywają bez uprzedzenia, w stanie nieświadomości. Aż do chwili, gdy zdecydują się na spotkanie i odkrycie prawdy, która całkowicie zmieni ich egzystencję, niszcząc wszelkie pewniki świata, w którym żyją.


Książka "Led Zeppelin" z serii "Historie największych utworów" to szczegółowa analiza i opis wydarzeń, osób oraz miejsc, które inspirowały jeden z największych rockowych zespołów wszech czasów.
Czym są "The Houses Of Holy"? Gdzie można znaleźć "Stairway To Heaven"? Które spotkania były inspiracją dla takich utworów, jak "Kashmir" czy "Trampled Underfoot"? W tej książce znaleźć można nie tylko opisy wszystkich piosenek, jakie znajdują się na ośmiu studyjnych albumach Led Zeppelin, ale również poznać ich genezę. A dzięki niej poznamy między innymi losy członków zespołu po rozpadzie Led Zeppelin w 1980 roku czy późniejszą twórczość muzyczną grupy, aż po projekt "Unledded: No Quarter", czy archiwalną edycję "BBC Sessions".
______________________________________________________________________________
Jako że w zapowiedziach książkowych, nie będę ukrywać, znajdują się przeważnie pozycje, które najbardziej chciałabym przeczytać, więc mówić chyba nie muszę, że z każdą z powyższych z wielką chęcią bym się zapoznała. No, może z wyjątkiem "Doktora sen", jako że "Lśnienie" w dalszym ciągu przede mną. Jak z Wami?

23 sie 2013

Top 10 - wymarzone prezenty książkowe


Top 1to akcja, przy okazji której raz w tygodniu na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu. Więcej szczegółów na temat rankingów TOP 10 znajdziecie na blogu Kreatywa.

Książki się czytają, recenzje co prawda jeszcze nie piszą, ale w niedługim czasie się to zmieni, więc jakiś miły przerywnik jak zestawienie 'Top 10' może tę blogową rutynę urozmaicić, bo dlaczego nie. Co prawda do urodzin masa czasu, podobnie jak i do Świąt, ale pomarzyć zawsze można o nowych książkowych gadżetach i lekturach samych w sobie, które urozmaiciłyby, uginające się i tak, półki swoją obecnością. Zapraszam do zapoznania się z moim rankingiem wymarzonych prezentów książkowych i z książkami związanych!


1. Regał na książki (im większy tym lepszy, chociaż ciekawa jestem gdzie go zmieszczę :D).

2. "Wiedźmińska" saga. Jestem co prawda dopiero przy piątym tomie, ale już wiem, że będę do niej wracać, więc wypadałoby mieć całość we własnych zbiorach.

3. Pozostałe książki autorstwa pana Greena ("Papierowe miasta" i "Szukając Alaski") oraz napisana we współpracy z Davidem Levithanem ("Will Grayson, Will Grayson"). Mam nadzieję, że okażą się równie dobre jak "Gwiazd naszych wina"!

4. Zakładki, dużo więcej zakładek. Mam kilka, z których korzystam bez przerwy i boję się, że wkrótce się rozlecą. Znalazłam tyle niesamowitych wzorów, że niedługo otworzę chyba własną pracownię ;)

5. Biografie ulubionych wykonawców. Książki i muzyka - dwie rzeczy, które uwielbiam najbardziej na świecie, a jedno z drugim też pogodzić można!

6. Klasyki literatury. Część książek sióstr Brontë mam na własność, ale z chęcią przygarnęłabym na przykład coś autorstwa Jane Austen, Oscara Wilde, Virginii Woolf, Charlesa Dickensa, Fiodora Dostojewskiego i tym podobnych.

7. Tzw. "thumbthing", czyli "przytrzymywacz" umożliwiający czytanie książki podczas trzymania jej w jednej ręce. Praktyczne, ale strona i tak sama się nie przewróci ;)
8. "Igrzyska śmierci" Suzanne Collins w jednotomowym wydaniu - całą trylogię przeczytałam, a ponieważ nie mam na własność, to z chęcią przygarnęłabym to obszerne tomiszcze.

9. Czytnik e-booków. W dalszym ciągu nie jestem do niego w stu procentach przekonana, ale pod jednym względem sprawdzi się idealnie - gdy bardzo chcemy przeczytać książkę, którą trudno jest, na chwilę obecną, zdobyć. No i waży dużo mniej.

10. No i na koniec najważniejsza i jedyna rzecz z tego rankingu, której kupić nie można - czas. Mnóstwo wolnego czasu na nadrabianie wszelkich zaległości książkowych. Boję się, że nie uda mi się przeczytać w swoim życiu wszystkich lektur, które bym chciała, nad czym niezmiernie ubolewam.

I to by było na tyle. Widzicie tu coś, co znalazłoby się i w Waszych rankingach?

20 sie 2013

42. "Wśród zdradzonych. Wśród notabli" - Margaret Peterson Haddix






       Tytuł polski: "Wśród zdradzonych. Wśród notabli"    
      Tytuł oryginału: "
Shadow Children: Among the                                   Beatrayed. Among the Barons."
      Seria: "Dzieci Cienie" - tom 3 i 4     
      Autor/ka: Margaret Peterson Haddix
      Wydawnictwo: Jaguar
      Liczba stron: 383





Dwa pierwsze tomy serii o Dzieciach Cieniach wzbudziły we mnie mieszane uczucia. Co prawda temat jak najbardziej dobry, chociaż podobnych historii o życiu w totalitarnym państwie na rynku wydawniczym mnóstwo. Byłam w sumie przekonana, że poziom kolejnych części nie ulegnie zmianie, choć jednocześnie skrycie liczyłam na to, że może jednak trochę się poprawi, czyli pani Haddix mile mnie zaskoczy. Lubię, gdy kolejne tomy są w równym stopniu, bądź jeszcze lepsze od poprzedniczek, lecz rzadko kiedy się u mnie to zdarza. I w tym przypadku wyszło, niestety, podobnie.

W trzecim i czwartym tomie dołączają nowi bohaterowie. Pierwsza część napisana jest z perspektywy Niny - kolejnego trzeciego dziecka, której następne dni mijają w więzieniu po schwytaniu przez Policję Populacyjną. Wie, że wymierzoną jej karą jest śmierć, lecz czy da się uciec od takiego wyroku? Owszem - za współpracę z wrogiem i wydobycie informacji od pozostałych więźniów. Czy Nina zdobędzie się na takie rozwiązanie? Czy pozostał jej ktokolwiek, komu mogłaby zaufać?

W drugiej części, "Wśród notabli", mamy ponowną styczność z Lee Grantem (aka Lukiem Garnerem), który jest z pewnością dojrzalszy i o niebo lepiej obyty w całej sytuacji niż wcześniej. Jednak nawet przy większej dozie wolności niż wcześniej problemy go nie opuszczają. Do szkoły przyjeżdża brat Lee, Smits, jednak czy może stać się on pomocny przy całej misji czy tylko jej zaszkodzić?

Do sięgnięcia po następne części nie spieszyło mi się wcale. W sumie zastanawiałam się nawet kilkakrotnie, czy warto kontynuować tę serię, bo nawet po przeczytaniu pierwszych tomów nie byłam do niej w stu procentach przekonana. Ale ponieważ szybko się czyta, a nie lubię przypadków z niedokończonymi seriami (z wyjątkiem największych możliwych chłamów), postanowiłam wypożyczyć. Trochę się jednak zawiodłam, bo może styl autorki nie zmienił się, lecz zdarzenia owszem. Kolejne części nie przyniosły ze sobą nic nowego, można by rzec. Wydarzenia nie wniosły prawie nic nowego do rozwoju sytuacji zawartej w głównym temacie, na którym oprzeć miała się całość, akcja...jakaś tam w sumie jest, ale do ideału dużo brakuje. 

Pani Margaret używa nieskomplikowanego języka, dzięki któremu kolejne części pochłania się w zawrotnym wręcz tempie, w moim przypadku jeden wieczór. Jednak nie jest to lektura, która nie da Wam zasnąć i którą będziecie czytać z wypiekami na twarzy, co to to nie. Opis potrafi zwodzić i "Wśród zdradzonych. Wśród notabli" jest tego idealnym przykładem. Jedyne słowo, które przychodzi mi teraz na myśl, a które idealnie w moich oczach opisałoby te dwa tomy to monotonność. Tak, właśnie - wszystko do bólu przewidywalne, czasami potrafiące się ciągnąć w nieskończoność, lecz żeby nie było, że uwydatniam jedynie same negatywne cechy: seria o Dzieciach Cieniach porusza ważne tematy, pokazuje, jak może wyglądać przyszły świat. Dobrze się ją czyta. Jednak nad resztą musiałabym się głębiej zastanowić, bo na tle innych antyutopii i dystopii wypada, niestety, blado.

Ocena: 5/10

Dzieci Cienie
tom 1 | tom 2 | tom 3 | tom 4

16 sie 2013

Liebster Blog Award #3

"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który cię nominował."

Za nominację bardzo dziękuję Camillie z bloga Między-stronnicami :)

Pytania i moje odpowiedzi:

Ile możesz wytrzymać bez czytania?
Z pewnością niedługo, co chwila coś czytam! Jak nie książkę to skład jakiegoś produktu, gazety czy recenzje blogerów, tak więc czytanie towarzyszy mi prawie na każdym kroku :)
Twoja ulubiona seria książek?
Nie będę oryginalna: "Harry Potter", bo to od niego wszystko się zaczęło.
Więcej kupujesz książek czy wypożyczasz?
Zdecydowanie wypożyczam. Świetnie jest oczywiście mieć książkę na własność, ale jak nie ma promocji to nie są one wcale takie tanie!
Twoje ulubione czasopismo?
"Teraz rock".
Co sądzisz o ebookach i czytnikach?
Nie posiadam i w najbliższej przyszłości nie zamierzam. Nie mam nic do nich w sumie, ale książki w papierowej wersji na pewno nie zastąpią.
Jakieś hobby poza czytaniem i pisaniem bloga?
Owszem - podróże, fotografia, słuchanie muzyki (czy to hobby?), gra na gitarze.
Jakie miejsca odwiedziłeś/aś w te wakacje i które najbardziej ci się podobało?
W te wakacje to ja prawie nigdzie nie byłam, plany nie wypaliły, więc spędziłam prawie całe w domu na czytaniu i oglądaniu zaległych seriali. Nie no, dobra, chyba Mazury, w końcu to tradycja, a tam zawsze ładnie.
Książka, w której pokładałaś duże nadzieje, a cię zawiodła?
Przed przeczytaniem "Niezgodnej" liczyłam na to, że trzymam coś na poziomie "Igrzysk", tak jak głosiły to wszelkie recenzje na okładce, tymczasem było to coś o wiele WIELE gorszego.
Ulubiony, niezawodny i najukochańszy autor?
Powiem, jak przeczytam wszystkie książki moich ulubionych, dobra?
Ile czasu dziennie poświęcasz na czytanie?
Staram się jak najwięcej, ale wiadomo, wszystko zależy od czasu wolnego, chociaż teraz mam go pod dostatkiem. Nie chcę się do niczego zmuszać, więc jednego dnia mogę spędzić kilkadziesiąt minut, innego czytać cały dzień.
Co obecnie czytasz?
"Złodziejkę książek" Markusa Zusaka. Ale ja nie czytam, ja się delektuję, dlatego to tak długo trwa.

Wiem, ile można, ale nie moja wina, że lubię brać udział w tego rodzaju blogowych zabawach. Dlatego recenzję opublikuję zaraz, a nominować nikogo nie będę, bo nie wiem czy ktoś sobie tego życzy. Jeśli jednak to pisać, wymyślę pytania :)

12 sie 2013

Książka vs film #2: Zanim umrę (Now Is Good)

"Zanim umrę" Jenny Downham przeczytałam kawał czasu temu. Wielu osobom przypadła ona do gustu, wielu wzruszyła... Lecz nie mnie. W każdym razie nie całkiem. Od początku miałam pewne problemy z wyrażeniem swych myśli na jej temat. Z jednej strony nie spodobała mi się aż na tyle, z drugiej nie była aż tak zła. Więc jaka, przeciętna? No, niech będzie. No bo spójrzmy prawdzie w oczy - historii o ludziach walczących z chorobą, przeważnie nowotworową, na rynku wydawniczym jest tyle co kwiatów na łące. Jednak tych dobrych, co poruszają czytelnika do głębi i zapadają w pamięć na dłuższy czas - niewiele. I nie myślcie sobie, że mówię tak po przeczytaniu bestselleru pana Johna Greena, co to, to nie. Z książką, o której w dzisiejszym poście mowa dane mi było zapoznać się dużo wcześniej, więc pomiędzy jedną i drugą pozycją żadnego związku nie ma. Po prostu - styl pisarski: średni, fabuła: dobra, wykonanie: może być. Innymi słowy książka która wpasuje się w gusta czytelnicze wielu osobom, lecz jednym spodoba się bardziej, a innym mniej. Mnie osobiście może nie zachwyciła, ale przyznać muszę, że niesamowicie dobrze się ją czytało. Jak z filmem?
Niektórzy to pewnie pojęcia bladego nie mają, że Now Is Good, bo tak brzmi tytuł ekranizacji (nawet w polskiej wersji językowej!), nakręcony został na podstawie debiutu książkowego tej brytyjskiej pisarki. A jednak. I tu mam identyczny problem co z pierwowzorem, a może raczej: "podłożem" - jako ekranizacja powieści wypada dobrze, ale myślę, że gdybym nie czytała wcześniej książki, to wzruszyłabym się bardziej. Chociaż widać, że jest to typowa produkcja nastawiona na osiągnięcie sukcesu komercyjnego i zwabienie rzeszy nastolatek do sal kinowych. Zawiera wszystko to, co w chwili obecnej jest modne i dzięki temu przyciągnie taką a nie inną publiczność - "przystojnego" (i jakże sztucznego w swej roli) chłopaka głównej bohaterki (Jeremy Irvine), Kayę Scoledario ("Skins" się skończyło, a idolkę Effy obejrzeć gdzieś przecież trzeba) czy Lanę Del Rey i Ellie Goulding na soundtracku. Ja osobiście postanowiłam zaryzykować tylko po to, by napisać post ze względu na Dakotę Fanning (i urodę Kai, hehe), która, tu się możecie spierać, ale trochę tę produkcję jednak podratowała. Może trochę za mało było Tessy w Dakocie, ale zawsze wybór odtwórczyni roli głównej postaci mógł być gorszy, czyż nie?

Tak komentować zaczęłam, a nawet fabuły w mniejszym stopniu nie omówiłam, a przecież niektórzy z Was mogli o książce czy filmie nie słyszeć, przepraszam. Szesnastoletnia Tessa choruje na białaczkę limfoblastyczną, a wiedząc, że nie ma dla niej żadnego lekarstwa, postanawia wykorzystać ostatnie chwile swego życia. Spisuje listę dziesięciu rzeczy, które chciałaby zrobić przed śmiercią, na której znajdują się między innymi sława, seks czy zażycie narkotyków. Od razu można skojarzyć, że dla niektórych ludzi wydawać by się to mogło czymś absurdalnym, w końcu każdy przed otrzymaniem takiego "wyroku" miałby inne priorytety, raczej na pewno nie takie, co typowa nastolatka w okresie buntu. Więc to już wskazuje nam, że film jak i książka przeznaczone są dla młodzieży właśnie. Co jeszcze może niektórych zszokować? Chociażby przerwanie leczenia przez główną bohaterkę i akceptacja takiego rozwiązania przez rodziców. No bo czy nie po to ma się najbliższych, by wspierali cię w takich właśnie, najgorszych chwilach, a chory nie powinien mieć nadziei do samego końca?

Niektóre momenty wydawały się być nierealistyczne i pewnie dlatego właśnie książkę przy recenzji oceniłam na trochę powyżej przeciętnej. Jednak film nadrabia pewne książkowe braki mimo tego, że fabułą ściśle niemalże do poprzedniczki przylega. Akcja przeniesiona została do jakże uroczego Brighton - gwarancja malowniczych widoków. I w tym przypadku kolejność chyba nie gra roli - oglądając film przed przeczytaniem książki istnieje duże prawdopodobieństwo, że to film Was właśnie bardziej wzruszy, papierowa wersja będzie tylko dobrym uszczegółowieniem pewnych faktów. W odwrotnej kolejności będziecie mogli natomiast wyczuć pewne zmiany pomiędzy obiema wersjami i mieć wiedzę na temat pewnych wydarzeń, na które głębsze omówienie w filmie nie starczyło czasu. Mnie osobiście spodobały się, niewielkie bo niewielkie, ale jednak, zmiany, jakie zastosował reżyser. Co do ostatecznego wyniku - jestem gdzieś pomiędzy, lecz z punktową przewagą w stronę filmu. Bardziej mnie wzruszył, po prostu. Was tymczasem zachęcam do zapoznania się z wersją książkową i jej ekranizacją.

9 sie 2013

41. "Bob Dylan. Autostradą do sławy" - Howard Sounes






      Tytuł polski: "Bob Dylan. Autostradą do sławy"   
      Tytuł oryginału: "Down the Highway. The Life of                             Bob Dylan
"    

      Autor/ka: Howard Sounes
      Wydawnictwo: Twój Styl
      Liczba stron: 496






Jedyny i niepowtarzalny Bob Dylan, amerykański wykonawca folkowy znany na całym świecie, (były) "głos pokolenia", którego największe hity, takie jak: "Knockin' on Heaven's Door", "Blowin' in the Wind" czy "Like a Rolling Stone" kojarzy chyba każdy, lecz może nie zawsze z oryginalnej wersji. Artysta, który na swą popularność zapracował nie żadnymi skandalami, sensacjami czy kontrowersjami, lecz samą muzyką. Artysta irytujący i fascynujący zarazem; typowy introwertyk, o którym jednak sporo można by mówić. "Autostradą do sławy" to jedna z niewielu (trzech?) biografii Dylana na (dotychczasowym) polskim rynku wydawniczym - czy warto zwrócić na nią uwagę?

Warto, na pewno. Howard Sounes zabiera czytelnika w szaloną podróż po życiu muzyka, pełnego sukcesów, porażek, wzlotów i upadków. Wydarzenia opisane są od narodzin Boba (w stanie Minnesota, jako Robert Allen Zimmerman), czyli od początkowych lat czterdziestych XX wieku, aż do początków wieku XXI. Możemy poczytać o pierwszych krokach Dylana w stronę kariery jako wykonawcy, które nastąpiły po dołączeniu do rozwijającej się dopiero folkowej sceny muzycznej w Nowym Jorku, inspiracjach i życiowych doświadczeniach, które między innymi opisywał w tekstach swych utworów.

Autor biografii dotarł do niezliczonej ilości materiałów i osób, które pomogły mu napisać tę historię. Historię, którą naprawdę wspaniale się czyta, lecz która zawiera w sobie chyba więcej faktów z życia prywatnego  artysty niż tych muzycznych. Mimo to można pana Howarda pochwalić za płynne zestawienie tych dwóch elementów - czytelnik może zobaczyć jak jedno przełożyło się na drugie. Chociaż zastanawiająca jest rzetelność i źródła niektórych informacji, przykładowo: "Dylan kupił garnitur w kolorze khaki oraz ogromną białą czekoladę, którą zjadł w drodze powrotnej.".

Jestem pozytywnie zaskoczona tą biografią. Myślałam, że dostanę kolejne "dzieło" napisane przez niewłaściwą osobę i wyłącznie dla pieniędzy, a tu - wręcz odwrotnie! Widać, że autor spędził kilka dobrych lat na gromadzeniu wszelkich danych i przeprowadzaniu wywiadów z osobami z najbliższego otoczenia Dylana [jak pisze, niektóre zgodziły się na ich udzielenie wyłącznie niemu(ach, ten urok osobisty)]. Dzięki temu otrzymaliśmy dobrze opowiedzianą historię, bez słodzenia i zbędnych suchych faktów rodem z Wikipedii. Hounes przedstawia Dylana takiego, jakim jest naprawdę: interesującego, skromnego człowieka o wyjątkowym głosie i talencie, który tworzył nie dla sławy, lecz z miłości do muzyki. Ponadto, da się wyczuć pełen szacunek autora do artysty - bez opinii czy cienia krytyki zostaje nam przybliżona jego sylwetka. Jako dodatkowy "bonus" autor wypowiada się o poszczególnych płytach i pojedynczych utworach, pokazując nam ich sens i znaczenie - aż ma się ochotę przesłuchać całą dyskografię podczas czytania! I pewnie by się zdążyło z kilka razy - książka jest dość obszerna, a całość uświetniają dwie wkładki ze zdjęciami, niektóre nawet autorstwa biografa.

Howard Sounes wykonał kawał dobrej roboty. Nie dotarł on co prawda do artysty, nie przeprowadził z nim wywiadów, lecz mimo to "Autostradą do sławy" zawiera wszystko to, co tego typu publikacja zawierać powinna. Dla fanów Dylana, którzy mieli już styczność z innymi jego biografiami będzie to dobre przypomnienie, uporządkowanie, a może i nawet poszerzenie informacji o muzyku. Dla czytelników, którzy kojarzą Boba jedynie z kilku utworów, a może i nie - przyzwoita, napisana lekkim językiem i z dawką humoru opowieść, która przybliży im jego postać. Warto!

Ocena: 7/10


5 sie 2013

Versatile Blogger Award


Po raz kolejny zostałam nominowana do blogowej zabawy, tym razem polegającej na ujawnieniu siedmiu faktów o sobie. A więc, hmm, czego o mnie jeszcze nie wiecie?

 Zasady:
1. Podziękować nominującemu blogerowi.  (Dziękuję DżejEr Carmen :))
2. Pokazać nagrodę The Versatile Blogger u siebie.
3. Ujawnić 7 faktów o sobie.
4. Nominować 15 blogów, które na to zasługują.
5. Poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów.

7 faktów o Abbey:
1. Nie lubię mówić o sobie.
2. Marzy mi się lustrzanka. Uwielbiam wręcz robić zdjęcia, więc chciałabym się teraz przestawić z cyfrówki, by móc się dalej "rozwijać".
3. Mam wadę wzroku.
4. Miałam już chyba sto miliardów pomysłów na przyszłość i chciałam pracować w każdym możliwym zawodzie (no, prawie), począwszy od dziennikarstwa na architekturze kończąc. Jednak swoją przyszłość i tak wiążę z medycyną.
5. Mój gust muzyczny zmienia się wraz z nastrojem. Słucham głównie rocka i wszystkich jego odmian, ale dobrym bluesem czy folkiem również nie pogardzę.
6. Chciałabym zwiedzić świat wzdłuż i wszerz, a na stałe lub chociaż na pewien okres czasu zamieszkać w Anglii. Takie Bath, Oxford albo jakiś uroczy domek na wsi byłby idealnym miejscem :)
7. Nie mogę pogodzić się z faktem, że Augustusa Watersa w filmowej adaptacji "Gwiazd naszych wina" zagra Ansel Elgort. Mnie kompletnie on do tej roli nie pasuje, jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny. Z proponowanych aktorów najlepiej w Gusa wpasowałby się Joshua Antony Brand, moim zdaniem. Ale czy ten z kolei ma jakieś doświadczenie aktorskie? No cóż, pan Green sam w końcu wybierał, trzeba mu więc zaufać.

Nominować chyba nikogo nie będę, bo chyba wszyscy już brali udział w tej blogowej zabawie. A jeśli ktoś o tym marzy to proszę napisać, stworzę wtedy takową listę :)

2 sie 2013

40. "Piękna ZŁAlicja" - Rebecca James







      Tytuł polski: "Piękna ZŁAlicja"   
      Tytuł oryginału: "Beautiful MAlice
"    

      Autor/ka: Rebecca James
      Wydawnictwo: Amber
      Liczba stron: 344







Dobrze jest mieć w życiu osobę, której bezgranicznie się ufa. Której można powierzyć wszelkie tajemnice, podzielić się radościami i sukcesami czy wypłakać w trudnych chwilach. Taką, która będzie przy nas w każdej, lepszej czy gorszej, chwili. Lecz co, gdy pewnego dnia ta osoba wyrządza Ci krzywdę, później następną i jeszcze kolejną...? Jednak Ty i Twój umysł nie potraficie się od niej uwolnić. Nie zważasz na rany zadawane Ci przez drugą stronę, po prostu dalej obsesyjnie kontynuujesz tę relację. Rozpamiętujesz minione chwile, lecz pragniesz tej przyjaźni dobrze wiedząc, jakie przyniesie ze sobą konsekwencje. Przyjaźni toksycznej, która może Cię zniszczyć.


Książka ta to wspomnienia 23-letniej Katherine, której lata temu zamordowano młodszą siostrę, Rachel. By uciec od makabrycznych wspomnień, jako 17-latka postanawia przenieść się do Sydney, gdzie wkrótce poznaje Alicję - dziewczynę równie piękną co niebezpieczną, która za wszelką cenę stara się z nią zaprzyjaźnić. Jednak z biegiem czasu Katherine odkrywa prawdziwą naturę swej przyjaciółki. Wie, ile zła jest w stanie jej wyrządzić, jednak dlaczego akurat ona stać ma się jej następną ofiarą?

Po "Piękną ZŁAlicję" sięgnęłam dość spontanicznie - przed jej wypożyczeniem przeczytałam tylko jedną recenzję na jej temat, a ponieważ okazja się nadarzyła, więc czemu nie. Domyślałam się już na samym początku, że ryzykuję zmarnowanym czasem nad kolejną, nic nie wnoszącą młodzieżówką (w końcu to wydawnictwo Amber) i, można powiedzieć "tradycyjnie", mój instynkt ponownie mnie nie zawiódł.

Rebecca James pisze nieźle. Lekkim, przyjemnym w odbiorze, nieskomplikowanym, chyba nawet trochę "dojrzalszym" językiem niż inni autorzy książek tego gatunku. Ale żeby zaraz umieszczać na okładce: "wyjątkowa proza najwyższej literackiej próby"?! Chyba trzeba autorowi (autorce?) ironicznie pogratulować pomysłu na zdobycie potencjalnych czytelników, a następnie wręczyć do rąk którąkolwiek z powieści przykładowego Zafóna. 

Bohaterowie nie są najlepiej wykreowani. Co do Katherine to jeszcze zrozumiem, miała być przecież ordynarną nastolatką i to wyszło, ale Alicji się trochę uczepię. Ona miała grać tutaj "pierwsze skrzypce", wokół niej miała kręcić się głównie akcja, już sam tytuł na to wskazuje. Tymczasem w moim odczuciu została ona zepchnięta na trochę dalszy plan, a jej miejsce zajęli równie bezbarwni co irytujący i do bólu wręcz wyidealizowani Mick i Robbie. Jednak chyba nic mnie bardziej nie denerwowało niż niezdecydowanie głównej bohaterki i niemożność podejmowania przez nią racjonalnych decyzji.

Nie rozumiem całego zachwytu nad tą książką, naprawdę. Czyżbym trafiła na inną powieść ukrytą pod tym samym tytułem? Bo "Piękna ZŁAlicja" nie "wycisnęła z moich oczu łez", nie "wbiła mnie w fotel", ani też "trzymała w napięciu od początku do końca", jak to przeczytać można w opiniach czytelników. Początkowo było nieźle, ale z każdą kolejną stroną historia nużyła mnie coraz bardziej, wszystko stawało się sztuczne, a zakończenia można się było z łatwością domyślić. Miałam wielką wręcz ochotę zostawić ją gdzieś w kącie hotelowego pokoju i pewnie bym tak zrobiła, gdyby nie to, że jest ona wypożyczona, więc i tak i tak wkrótce opuści moją półeczkę.

"Piękna ZŁAlicja" mogłaby być całkiem dobrą książką, gdyby tylko autorka lepiej wykorzystała pomysł. Powstała kolejna młodzieżówka jakich wiele, o której prędzej czy później i tak wszyscy zapomną. Polecam jedynie tym, którzy szukają lekkiej, nieskłaniającej do myślenia lektury na wakacyjne dni.

Ocena: 4/10

30 lip 2013

39. "Na rozstaju dróg" - Richard Paul Evans







      Tytuł polski: "Na rozstaju dróg"    
      Tytuł oryginału: "Miles to Go
"    

      Seria: "Dzienniki pisane w drodze" - tom 2
      Autor/ka: Richard Paul Evans
      Wydawnictwo: Znak 
      Liczba stron: 304






Rzadko kiedy można na swej drodze spotkać osoby, które okażą nam pomoc bezinteresowną i w najgorszych chwilach wyciągną rękę w naszym kierunku.  Dlaczego jest ich tak niewiele? Powodów może być mnóstwo - jedni wolą nie mieszać się w życie innych, usprawiedliwiając się przy tym natłokiem własnych zmartwień, olejni wyznają zasadę "coś za coś". Czy taką pomoc można w pełni nazwać szczerą? Chyba nie bardzo. Bo przecież prawdziwą satysfakcję przynieść nam może tylko okazana bezinteresowna i szlachetna.

Alan Christoffersen rozpoczyna kolejny etap swojej wyprawy. Po pobiciu przez pewien gang, które skutkowało poważnymi obrażeniami i pobytem w szpitalu, główny bohater zmuszony był przerwać swą wędrówkę. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - Alan poznaje sporo ludzi, którzy w mniejszym czy większym stopniu będą miały wpływ na dalszy bieg wydarzeń. Kim jest tajemnicza Angel, kobieta, która za wszelką cenę jest w stanie pomóc Alanowi? Jaką historię skrywa? Co przyniesie ze sobą dalsza podróż?

"Na rozstaju dróg" to dopiero druga spośród nie wiadomo ilu części "Dzienników pisanych w drodze" amerykańskiego pisarza Richarda Paula Evansa. Dlaczego "dopiero"? Ano dlatego, że patrząc na mapkę wewnątrz pozycji, główny bohater, w kolejnej niewielkiej objętościowo książeczce, kończy swą dotychczasową wędrówkę w Dakocie Południowej, tak więc, patrząc na realną mapę Stanów Zjednoczonych, po przejściu czterech Stanów, do dotarcia do celu Alanowi pozostało ich jeszcze sześć, co średnio daje dwa, w najlepszym przypadku trzy Stany na jedną książkę. Podsumowując, ze trzy części jeszcze przed nami, chyba że autor zwiększy tempo. Ale dość wyliczeń, moim zadaniem jest przecież skupienie się na czymś zupełnie innym.

Druga część, w porównaniu do pierwszej, serwuje nam dużo mniej opisów samej pieszej wędrówki. Ich miejsce zajmują zobrazowania budowania relacji międzyludzkich i pomocy w ciężkich życiowych momentach. Dzięki temu "Na rozstaju dróg" ma w sobie jeszcze więcej ukrytych wartości niż poprzedniczka. Przede wszystkim - niesie nadzieję na lepsze jutro, pomaga zapomnieć o smutkach i przywrócić wiarę w ludzi. Może się jednak wydawać, że cała historia jest odrobinę przesłodzona i wręcz nierealna - wszystko kończy się idealnie, czyli niezupełnie tak, jak to w prawdziwym życiu bywa. Jednak rzadko kto zwróci na to większą uwagę, patrząc na to jak wspaniałą kontynuację zafundował nam autor.

Bardzo polubiłam głównego bohatera, Alana. Ile odwagi i samozaparcia potrzeba człowiekowi do podjęcia takich jak on decyzji? W drugiej części możemy też zaobserwować jego wewnętrzną przemianę - staje się bardziej pewny siebie, zostawia przeszłość za sobą i skupia się na tym, co ma wkrótce nadejść. Jego wędrówka uczy nas, że nie warto się poddawać, lecz należy dążyć do celu i umieć pokonywać wszelkie przeszkody napotkane na swej drodze. Nie należy być przy tym całkowicie skupionym na sobie, bo dookoła nas z pewnością są osoby, które bardziej niż my sami potrzebują pomocy, która może przecież nadejść także z naszej strony.

"Na rozstaju dróg" to naprawdę dobra kontynuacja. Jest książką zawierającą mnóstwo życiowych prawd, mądrych cytatów, lecz przy tym zero pseudofilozoficznych przemyśleń. Jest po prostu książką, którą wspaniale się czyta, a która zawiera w sobie jednocześnie mnóstwo wartości. Jak najbardziej polecam.

Ocena: 8/10

Dzienniki pisane w drodze
Dotknąć nieba | Na rozstaju dróg

„Z ludźmi jest jak z książkami, dopóki ich nie otworzysz, nic o nich nie wiesz.”

27 lip 2013

Liebster Blog Award #2

Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.”
Za nominację bardzo dziękuję Natalii :)

1. Czy bardzo się stresujesz jeśli w książce bohaterowie mają kłopoty?
Wszystko zależy od książki. Jeżeli sytuacje są przyzwoicie opisane, a akcja mnie wciągnie, automatycznie przeżywam wszystkie wydarzenia razem z bohaterami.
2. Jak doszło do tego, że zostałaś blogerką?

Jakiegoś bloga posiadałam od kiedy tylko sięgam pamięcią. Swój pierwszy miałam na Onecie, podobnie jak i kolejne, a pisałam już chyba o wszystkim. Jednak przeważnie każdy upadał po kilku miesiącach, tygodniach, a nawet dniach, co spowodowane było brakiem chęci i czasu, więc jestem z siebie dumna, że mam w sobie jeszcze jakiś zapał do prowadzenia tego :)
3. Czy jest taka książka, która była dla ciebie totalnym dnem?

Owszem, sporo się znajdzie. Ze znanych mi po tytule to bez wątpienia "50 twarzy Greya" oraz "Alchemik", co do reszty to jakieś beznadziejne młodzieżówki i paranormale, których nazw, na szczęście, nie pamiętam.
4. Masz swoją ulubioną postać z książki?

Całkiem sporo się znajdzie! Najwięcej chyba z Harry'ego Pottera, jak chociażby główna trójka, Luna czy Hagrid, a poza tym Jaskier oraz Ciri z sagi o Wiedźminie czy Augustus Waters z "Gwiazd naszych wina".
5. Jak się zaczęła twoja miłość do książek?

Czytam od kiedy pamiętam. Jednak ta "prawdziwa" miłość do książek przyszła wraz z "Harrym Potterem" w jednej z pierwszych klas podstawówki :)
6. Ulubiona tematyka/rodzaj książek?

Podobnie jak z muzyką, nie mam. Nie ograniczam się do jednego gatunku, w moim przypadku dzielę je nie na tematykę, tylko na te "dobre" i "złe". Jeśli książka jest przyzwoita, to mogę otworzyć się na dany gatunek, tak jak to było z przykładową fantastyką i "Wiedźminem".
7. Jeśli mogłabyś wybrać jednego autora i pójść z nim na kawę, kogo byś wybrała? Dlaczego?

J.K.Rowling, bez wątpienia. Dlaczego? Bo wiele jej zawdzięczam. Dzięki HP zaszczepiła we mnie miłość do książek, zabarwiła lata mojego dzieciństwa. Stworzyła świat, w którym chciałoby się pozostać na zawsze.
8. Lubisz czytać w nocy?

Nie. Oczy szybko się męczą, a poza tym nie umiem wysiedzieć do późnych godzin nocnych, nawet po kilku kawach. No chyba że książka wciągnie mnie na tyle, że nie oderwę się od niej póki nie skończę lektury.
9. Czytasz e-booki lub słuchać audio-booków?

Po audio-booki nie sięgam wcale i wątpię, żeby się to zmieniło. Co do e-booków to zastanawiam się nad zainwestowaniem w czytnik, chociaż nic przecież nie pobije książki w tradycyjnej, papierowej wersji!
10. Lubisz słuchać muzyki podczas czytania?

Nie, nigdy tego nie robię. Nie mogę się wtedy skoncentrować.
11. Wolisz czytać serie/cykle/trylogię czy książki, które są jednotomowe?

W sumie to wszystko mi jedno, ważne tylko, by książka była dobra. Chociaż, jeśli już muszę wybierać, to jednotomowe.

Nominować nikogo nie chcę, bo wszyscy już chyba brali udział w tej zabawie, ale jeśli ktoś chce dołączyć, to dodaję pytania z poprzedniego posta, które pozostały niewykorzystane (nie będą się marnować, a co!).

1. Ulubiona książka/seria książek?
 2. Czy posiadasz jakieś hobby?
 3. Ulubiony i znienawidzony szkolny przedmiot?
 4. Kto lub co Cię inspiruje?
 5. Rzecz denerwująca Cię w blogosferze?
 6. Co chciałbyś/chciałabyś robić w przyszłości?
 7. W jakich językach mówisz, a w jakich chciałbyś/chciałabyś?
 8. Jaki kraj chciałbyś/chciałabyś odwiedzić w przyszłości? 
 9. Twoje największe marzenie?
10. Ostatnio przeczytana książka?
11. Wygrałeś/aś milion. Co zrobiłbyś/zrobiłabyś z pieniędzmi?

12 lip 2013

38. "Rozdroża" - William P. Young







        Tytuł polski: "Rozdroża"    
      Tytuł oryginału: "Cross Roads
"    
      Autor/ka: William Paul Young
      Wydawnictwo: Nowa Proza
      Liczba stron: 320






Chyba każdy z nas miał w swoim życiu chwile zwątpienia, jeśli chodzi o wiarę. No bo w sumie dowodów na istnienie Boga jako takich nie ma, a to, czy ktoś jest wierzący lub nie, to tylko jego własna sprawa. Nad istnieniem Boga zastanawiamy się głównie w chwilach, gdy spotkamy coś przykrego na swej drodze, doznamy cierpienia, dotknie nas straszliwa tragedia. Lecz nie tylko wtedy, gdy jest to bezpośrednio związane z nami. Tyczyć może się to przecież ogółu. Sporo z nas się wtedy zastanawia, dlaczego na świecie istnieje tyle zła i cierpienia? Dlaczego w innych drzemie tyle okrucieństwa? Lecz czy rzeczywiście mamy kogo za to obwiniać?

W kolejnej powieści pana Younga poznajemy Tony'ego - egoistycznego człowieka, dla którego nadrzędną wartość stanowią pieniądze. Podobnie jak swojego "poprzednika", jego również spotkała tragedia - wykryto u niego guza mózgu. Tony zapada w śpiączkę i ląduje na OIOMie. Jego duch przenosi się natomiast do zupełnie innego świata, "świata-po", w którym dane mu będzie spotkać osoby, które uświadomią mu, jak wiele krzywdy wyrządził na Ziemi i czy istnieje szansa, by móc naprawić swoje błędy.

"Rozdroża" to druga wydana w Polsce i zarazem druga przeze mnie przeczytana książka autorstwa kanadyjskiego pisarza Williama P. Younga. W sumie po lekturze "Chaty" nie czułam jakiejś ogromnej potrzeby sięgania po cokolwiek innego co wyszło spod pióra tego autora, obawiając się, że dostanę po prostu wierną kopię swej poprzedniczki. No ale skoro okazja się nadarzyła, to dlaczego by nie spróbować. Co otrzymałam? Historię w sumie podobną, za dużo kopiowania, trochę zbyt mało od siebie, tak uważam. Ale zacznijmy od początku.

Jeśli o początek chodzi, to zauważyłam pewien zastanawiający błąd, chociaż nie wiem czy tak samo wygląda to w oryginale. Otóż raz powtórzony zostało kilka identycznych zdań, wplątanych tylko między inne. Słowo w słowo (dla zainteresowanych - str. 9 i 11). Nie wiem dokładnie jak i dlaczego to się stało, ale błąd jest i będzie. Ale koniec tematu, wróćmy do treści. Książka, podobnie jak "Chata", napisana jest lekkim językiem, więc szybko się ją czyta. Ze względu na tematykę poświęconą wierze, każdy odbierze ją na swój sposób, jednym spodoba się bardziej, innym mniej. I tak jak poprzedniczka, zawiera sporo życiowych mądrości (choć część w stylu coelhowskich) i zmusza nad zastanowieniem się nad samym sobą. 

Jednak, jak wcześniej wspomniałam, za dużo tu trochę kopiowania. Przepis na "Rozdroża"? Wrzucić "Chatę", "Opowieść wigilijną" Dickensa do blendera i voila! Anthony, główny bohater, to taki Scrooge XXI wieku. Zmienia się pod wpływem, niemożliwych bo niemożliwych, ale jednak, wydarzeń. Chociaż, o dziwo, druga powieść pana Younga podobała mi się bardziej od poprzedniej. Przewidywalna, fakt, trochę elementów skopiowanych, to też trzeba przyznać, ale czytało się je dużo lepiej. Może dlatego, że przypomina ona bardziej zwykłą historię, a kwestie religijne zrzucone są na (trochę) dalszy plan. 

Jeśli zamierzacie przeczytać "Rozdroża", radzę się zapoznać najpierw z poprzednią powieścią tego autora, "Chatą". Dostrzeżecie wtedy pewnie sporo podobieństw, ale jednocześnie kilka różnic. Ja jednak wyżej ocenię "Rozdroża". Za "nie narzucanie", a przynajmniej, w moim odczuciu, mniejsze, swych myśli czytelnikom i pomoc w odnalezieniu sensu życia. Myślę, że nawet osobom, którym nie po drodze z książkami religijnymi czy filozoficznymi, powieść ta może przypaść do gustu.

Ocena: 7/10

"Życie jest ciągiem niezliczonych wyborów, człowiek co rusz staje na rozdrożu."